BIO
Szanuj moje zdanie

Takie pytanie dziecka o jego doznania jest wbrew pozorom bardzo ważne. Oczywiście nie chodzi o zabawę w psychologa i ciągłe dociekanie, co mały człowiek czuje. Rzecz raczej w tym, by dostrzec w nim partnera - małego i bezbronnego, ale jednak partnera. Człowieka, który ma prawo do pewnych wyborów i preferencji. Uda nam się wtedy dostrzec, że mała istota, którą się dzień i noc zajmujemy, rośnie, ma własne zdanie na różne tematy, lubi coś, a czegoś innego nie znosi. To ważna podstawa dobrej relacji między rodzicem a dzieckiem.

Na tym etapie rozwoju rzecz jasna wybory i preferencje dotyczą spraw dość podstawowych, ale bardzo dla nas i dziecka ważnych. Przede wszystkim jedzenia. Rodzice wielu dzieci rocznych i dwuletnich zamartwiają się, że dziecko za mało je. W tym wieku pojawia się najwięcej "niejadków".

Wcale nie jestem niejadkiem!

Najczęściej problem leży po stronie rodziców, a nie dziecka. Mówiąc obrazowo: to oni przezywają dziecko niejadkiem, choć ono wcale nim nie jest. Zanim zaczniemy się zastanawiać nad dietą malucha, sprawdźmy, czy jego waga, wzrost i rozwój rzeczywiście może budzić jakieś obawy. To, że dziecko wolniej teraz rośnie, a nawet waży mniej niż przed dwoma miesiącami nic nie znaczy - wzrost nie jest już tak spektakularny jak w pierwszym roku życia, maluch dużo się rusza i spala zapasy tłuszczyku. Ważne jest, jak jego wyniki przedstawiają się na siatce centylowej. A także - czy maluch jest zdrowy i pogodny. W razie jakichkolwiek wątpliwości, warto poradzić się lekarza. Zazwyczaj jednak wszystkie wskaźniki są w normie, a niepokój pochodzi wyłącznie z przekonania rodziców, że dziecko powinno jeść więcej.

Jeśli zrozumiemy, że dziecko to człowiek, który - podobnie jak my, dorośli - może mieć zmienny apetyt, ale jedząc mniej nie wyrządza sobie krzywdy, łatwiej nam będzie podejść do sprawy jedzenia "na luzie". Nie pojawi się w nas wtedy myśl, by za maluchem biegać z kanapką i wmuszać mu kęsy, gdy na chwilę straci czujność. Nie zaczniemy faszerować go bananem, gdy w najlepsze bawi się w piaskownicy. Nie będziemy straszyć go ani szantażować przy stole. Zastanowimy się, jak dużo pokarmu może zmieścić się na raz w żołądku wielkości moreli. I łatwiej nam będzie uszanować kategoryczne "Nie!" w połowie obiadu.